Chcę być żoną Tomką, chcę mieć z nim dzieci.
Czuję każdego miesiąca jak coś umiera we mnie. Instynkt macierzyński.
Wiem, że to on, wiem, że trafiłam na wspaniałego mężczyznę z zasadami.
Dużo od niego wymagam i staram się go ciągnąć w górę.

Boże pomóż nam jeśli jesteśmy tego warci.
W nocy pojawiają się jakieś koszmary, zawody i rozczarowania. Przez ostatnie 4 miesiące ciągłe huśtawki nastrojów, spotęgowane jego nastrojami.
Myślę, że czekając na to czego pragnę od niego, zatracam się i nie robię dla siebie tego co sobie wyznaczyłam.
Ten związek jest jak ciągły ogień, który płonie i czasami aż mnie spala z powodu jego strachu a mojej niepewności a z drugiej strony to takie dobre, czułe, troskliwe światło, twórcze i kryształowe.
I to przeczucie, że wiem, że to minie i będzie dobrze tylko trzeba przetrwać jak kwiat na pustyni.

Muszę wiedzieć, że robię to dla siebie i nie brać na barki jego nastrojów i nastrojów innych ludzi. Tylko trzepnąć ich i zostawić na chwilę, żeby przemyśleli sprawę.
Name:

Komentarze: